
Samodzielne pozycjonowanie strony jest możliwe bez agencji i bez dużego budżetu. Pokazuję kroki, które sam stosuję, od audytu technicznego po linki zewnętrzne.
Samodzielne pozycjonowanie strony jest możliwe, szczególnie przy małej konkurencji i ograniczonym budżecie. Wymaga jednak regularnej pracy przez kilka miesięcy, nie jednorazowego audytu. Opisuję kroki w kolejności, w jakiej sam je stosuję przy pracy nad stronami klientów.
Zaczynam zawsze od audytu technicznego, zanim ruszę z czymkolwiek innym. Bez tego etapu dalsza praca nad treścią i linkami traci sens, bo Google może po prostu nie widzieć strony poprawnie. Sprawdzam kolejno:
Samemu możesz zrobić podstawowy audyt za darmo, korzystając z Google Search Console i bezpłatnej wersji Screaming Frog, ograniczonej do 500 adresów URL. Dla małej strony wizytówkowej ten limit zwykle wystarcza, żeby przejrzeć całą witrynę. Efekty audytu warto spisać w jednym miejscu, na przykład w arkuszu, z podziałem na błędy krytyczne, do poprawy od razu, i drobne, do poprawy w kolejnych tygodniach.
Wybieram frazy, sprawdzając, czego faktycznie szukają klienci, nie zgadując. Google Keyword Planner, dostępny za darmo po założeniu konta Google Ads, pokazuje przybliżoną liczbę wyszukiwań miesięcznie dla każdej frazy, wraz z poziomem konkurencji w płatnych wynikach, co pośrednio mówi też o konkurencji w wynikach organicznych.
Dzielę frazy na dwie grupy:
Frazy transakcyjne przynoszą realne zapytania od osób gotowych zapłacić za usługę. Frazy informacyjne budują ruch i widoczność, ale rzadko kończą się kontaktem, bo osoba szukająca odpowiedzi na pytanie co to jest SEO zwykle nie jest jeszcze gotowa na rozmowę o współpracy. Dobra strategia zawiera obie grupy, ale priorytet przy pierwszych działaniach mają frazy transakcyjne, bo one przekładają się na zapytania ofertowe najszybciej.
Każda podstrona powinna mieć jedną główną frazę kluczową, umieszczoną w tytule, nagłówku H1 i pierwszym akapicie. Unikam upychania frazy w każdym zdaniu, bo Google od dawna karze takie działania, a tekst staje się nieczytelny dla odbiorcy, co ostatecznie szkodzi konwersji bardziej niż brakująca fraza w jednym zdaniu.
Piszę treść, która faktycznie odpowiada na pytanie użytkownika, z konkretami, liczbami i przykładami, zamiast ogólników w stylu kompleksowa obsługa czy indywidualne podejście. Techniczne elementy, o które dbam przy każdej publikacji:
Dłuższe meta title i description Google i tak przycina w wynikach wyszukiwania, więc pisanie ponad limit nie ma sensu, tekst po prostu się urwie w widocznym fragmencie. Nagłówki H2 i H3 ułatwiają skanowanie tekstu użytkownikowi i robotowi wyszukiwarki, zwłaszcza na stronach z dłuższą treścią.
Spinam powiązane tematycznie podstrony linkami w treści, na przykład z artykułu o pozycjonowaniu lokalnym do strony oferty z cennikiem. To pomaga Google zrozumieć strukturę serwisu i przekazuje część mocy z popularnych podstron do tych, które potrzebują wsparcia, na przykład nowo opublikowanych artykułów bez własnych linków zewnętrznych.
Unikam linkowania z przypadkowych, niepowiązanych tematycznie miejsc, bo to nie pomaga ani użytkownikowi, ani wynikom wyszukiwania, a czasem wręcz wprowadza w błąd co do tematyki podstrony docelowej. Staram się, żeby każda ważna podstrona miała przynajmniej dwa, trzy linki wewnętrzne prowadzące do niej z innych części serwisu, najlepiej z tekstu osadzonego w naturalnym zdaniu, nie z osobnej listy linków na dole strony.
Linki z innych stron to nadal jeden z najsilniejszych sygnałów rankingowych, ale trzeba je zdobywać ostrożnie. Zakup linków narusza wytyczne Google, dlatego lepiej postawić na:
Jakość linku liczy się bardziej niż jego liczba: jeden link z rozpoznawalnej strony branżowej wart jest więcej niż dziesięć linków z przypadkowych, niskiej jakości katalogów. Jeśli agencja albo freelancer proponuje Ci setki linków w krótkim czasie za niską cenę, warto zapytać, skąd te linki pochodzą, bo masowe, tanie linki to często sygnał praktyk niezgodnych z wytycznymi Google.
Samodzielne pozycjonowanie ma sens przy małej konkurencji i czasie, który możesz co tydzień poświęcić na regularną pracę, realistycznie licząc kilka godzin tygodniowo na dłuższą metę. Jeśli branża jest konkurencyjna, budżet czasowy się kończy albo audyt techniczny pokazuje problemy wymagające pracy w kodzie strony, zlecenie tego komuś, kto robi to na co dzień, przyspiesza efekt i ogranicza ryzyko błędów technicznych, które mogą zaszkodzić widoczności strony zamiast ją poprawić.
Ja pracuję sam, od audytu po wdrożenie, bez przekazywania projektu innym osobom po drodze. Jeśli wolisz oddać ten etap komuś innemu, mogę przejąć całość, od audytu technicznego po raportowanie efektów co miesiąc.
Te kroki działają, jeśli stosujesz je systematycznie przez kilka miesięcy, nie jednorazowo. Jeśli po audycie okaże się, że strona wymaga więcej pracy technicznej niż masz na to czasu, napisz do mnie, sprawdzę stronę i powiem, od czego zacząć.